Stambuł na deser
Istambuł to się znalazł na naszej drodze trochę przypadkiem. Po prostu nie było lotów z Singapuru do Krakowa bezpośrednich, a przez niegdysiejszy Konstantynopol było najtaniej. A że nie byliśmy jeszcze w tym mieście, uznaliśmy, że jeszcze ostatnie trzy dni zainwestujemy w takie szybkie miejskie zwiedzanko. Pasowało jako takie łagodne przygotowanie na powrót - bo na granicy Azji i Europy, bo jetlag będziemy na raty leczyć, po pogoda już nie singapurska, ale też jeszcze nie polska. Z tą pogodą to się akurat słabo udało (bo zimno było i padało), ale reszta nawet się sprawdziła.
Przez tych kilka dni oswoiliśmy się z temperaturą o trzydzieści stopni niższą niż ta, do której się przyzwyczailiśmy przez ostatnie trzy miesiące oraz z cenami zdecydowanie bardziej krakowskimi niż te w Wietnamie czy Laosie. Bilety wstępu w Stamule są dziko drogie i zazwyczaj stanowią wielokrotność 25 euro. Budżet trzeszczał, ale ruszyliśmy w miasto zaliczając co ważniejsze zabytki. Bardzo fotogeniczna była cysterna (około 25 euro, pół godziny zwiedzania) pod bazyliką, a pałac Topkapi (50 euro) wielki i piękny szczególnie od wewnątrz.
Oczywiście, odwiedziliśmy Hagię Sofię (25 euro) oraz kilka imponujących meczetów (oprócz Hagii są darmowe). Ciekawostki: po pierwsze najsłynniejsza bodaj świątynia tej części świata jest dość mało zadbana, ciemna, a turyści wpuszczani są tylko na balkony na górze. Sąsiedni tzw. Błękitny Meczet prezentuje się znacznie lepiej. Ciekawostka druga: meczety stambulskie są piękne w środku i imponujące z zewnątrz, ale (z perspektywy laików ponownie) bardzo do siebie podobne, wręcz nie do odróżnienia. Za to można do nich dość swobodnie wchodzić i bezpłatnie zwiedzać.
Posnuliśmy się też, oczywiście, ogólnie po mieście (albo po jego małym, turystycznym fragmencie - to wielka aglomeracja na prawie pół Polski). Rzuca się w oczy wielka ilość bardzo ufnych kotów. Łażą lub drzemią prawie wszędzie, chętnie podchodzą i dają się głaskać. Po mieście w wielu miejscach widzieliśmy ludzi wykładających dla nich karmę, ba! są nawet automaty do kupowania dla nich jedzenia. Do tego można spotkać sporo wyraźnie dobrze odżywionych i przyjaznych psów. Widzieliśmy policjantów dokarmiających psiaki czy koty śpiące w sklepach. Bardzo to dobre wrażenie na nas zrobiło.
Darowaliśmy sobie wchodzenie na Wieżę Galata (30 euro), ale jej okolica to też fajne miejsce do spacerów i zdjęć, a Bosfor robi wrażenie. Na deser jeszcze wygrzaliśmy się w hamamie (łaźni). Generalnie, Stambuł dał radę jako zwieńczenie naszej wyprawy.






































Komentarze
Prześlij komentarz