Khao Sok - ja pierdzielę, jak tu pięknie!

 Khao Sok było dla nas chwilą wyrwania się z plażingu i kurortów. Ten park narodowy leży jakieś cztery godziny drogi od Phuket, więc niedaleko. Z dużą ulgą odkryliśmy, że na południu Tajlandii może też być niedrogo i jakoś tak mniej masowo. Nie znaczy to, że nie jest turystycznie, ale chociaż nie straszą wielkie hotele. Za to w miejscowości Khao Sok (z której do najbardziej znanego w okolicy jeziora jest nadal blisko godzina drogi autem) powitały nas bajeczne skały porośnięte dżunglą, niemiłosiernie głośne cykady i małpy ganiające po balkonach. Wspaniale! Nie wiemy czemu, ale chyba te krajobrazy ze skałami jakoś nas najbardziej kręcą, stąd na szczycie najpiękniejszych odwiedzonych miejsc w tej wyprawie znajdą się na pewno laotańskie Vang Vieng, wietnamskie Tam Coc i właśnie tajskie Khao Sok.



Za krótko tu byliśmy, mieliśmy już porezerwowane następne noclegi, szkoda. Jak będzie okazja, z pewnością wrócimy. Jedyne co zdążyliśmy zrobić, to odbyć całodniowy rejs po jeziorze - pięknie! Tak miała wyglądać zatoka Lan Ha, ale pogoda nam wtedy trochę płatała psikusy, w Khao Sok było idealnie.












W drodze powrotnej na południe i plażowanie zahaczyliśmy jeszcze o zaskakująco fajną świątynię: Wat Maha That Wachiramongkol (Wat Bang Thong). Przypominała rozmachem i brakiem umiaru te w Chiang Rai, ale nie było w niej prawie turystów i jakoś nas urzekła. Do tego wyraźnie świątynia żyła - ludzie modlili się, składali ofiary. Dobre miejsce.












Komentarze

Popularne posty