Phnom Penh przejazdem

 Stolica Kambodży nie zapowiadała się jakoś spektakularnie i też taka nie była. Spędziliśmy w niej tylko jeden pełny dzień, ale to był miły i pouczający czas. Ponieważ mieliśmy niewielkie oczekiwania, nie spotkały nas żadne rozczarowania, a za to kilka miłych niespodzianek.

Pierwszą zaletą Phnom Penh był dla nas ruch drogowy - znacznie spokojniejszy niż w Wietnamie. Mieliśmy już serdecznie dość chodzenia po ulicach z oczami dookoła głowy i ciągłym trąbieniem. W Kambodży nie tylko było ciszej, ale też nawet w centrum mieli niezastawione chodniki, którymi można było spacerować bez obaw o życie. Drugą zaletą był ogólnie mniejszy ruch niż w dużych miastach, w których ostatnio bywaliśmy. Pałac Królewski okazał się całkiem spokojnym i ładnym miejscem z niewielką ilością turystów, za to sporą kotów.





Znacznie mniej przyjemnym, ale wartościowym miejscem było Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng. Mieści się ono w niegdysiejszej szkole zamienionej przez reżim Czerwonych Kmerów na więzienie, w którym straciło życie około 20 tys. osób. Miejsce straszne - zachowano ściany cel, zdjęcia ofiar i oprawców, obrazy z codzienności tej placówki namalowane przez jednego z nielicznych ocalałych. Wybraliśmy opcję zwiedzania z audioprzewodnikiem i okazało się to dobrym pomysłem - mnóstwo treści podanych w rzeczowy sposób plus dodatkowe uszczegółowienia na życzenie. Rządy, jak siebie nazywali, Organizacji wydają się być wręcz niemożliwie okrutne i po prostu pozbawione wyobraźni czy kompetencji - wszystko w imię fanatycznej wiary w swoją wizję nowego społeczeństwa. Warto o nich wiedzieć. Co zaskakujące, kilka dni później nasz przewodnik w Angkorze powiedział nam z wiarą, że Pol Pot był dobry, a za zbrodnie odpowiadali zupełnie inni ludzie, spoza Kambodży.

Wieczorem przeszliśmy się jeszcze po centrum, nad rzeką. To na prawdę całkiem przyjemne miasto. Warto się było w nim zatrzymać na chwilę.






Komentarze

Popularne posty