Nong Khiaw sprintem
Pobyt w Nong Khiaw musieliśmy niestety skrócić - Ali się pochorowała i potrzebowaliśmy trochę czasu na podratowanie zdrowia. Luang Prabang, mimo że ładne i przyjazne, już nam trochę się znudziło i wydawało się nas zatrzymywać nieco na siłę. Wreszcie wsiedliśmy w zdezelowanego busa bez klimatyzacji i ruszyliśmy w bardziej górzyste regiony Laosu. Mimo że teoretycznie odległość nie była duża (140 km z Luang Prabang), to pokonanie jej zajmuje koło 5 godzin - stan dróg jest daleki od doskonałości.
Nong Khiaw to wioska położona wśród malowniczych gór, z szeroką rzeką wspomagającą lokalny transport oraz dobrze prezentującą się na zdjęciach zachodu słońca:)
Spędziliśmy tam tylko dwie noce, więc pierwszego popołudnia wspięliśmy się szybko na punkt widokowy, a drugiego wybraliśmy się na objazdówkę. Popoływaliśmy trochę wspomnianą rzeką z pomocą lokalnych przewoźników, ale też wsiedliśmy do kajaczków. Odwiedziliśmy uroczą wioskę Muang Ngoy, którą nawet rozważaliśmy wcześniej jako miejsce jednego z naszych noclegów, ale niestety stchórzyliśmy. Weszliśmy też do jednej jaskini, która służyła okolicznym mieszkańcom jako kryjówka w trakcie bombardowań amerykańskich na przełomie lat '60 i '70.
Nong Khiaw i okolice okazało się zaskakująco przyjemną przygodą - spektakularne góry, piękne widoki połączone z całkiem przyzwoitą infrastrukturą. Wyjeżdżaliśmy z pewnym żalem, że tak krótko (na szczęście bus powrotny był znacznie lepszy niż ten którym przyjechaliśmy).























Komentarze
Prześlij komentarz